KONIEC TO POCZĄTEK

Witam na moim blogu.

Kim Jestem?
Mam na imię Marcin.
Mieszkaniec Świętochłowic (Świon) z dzielnicy Chropaczów (Chropoców).
24 lata na karku i pomysł na stworzenie strony internetowej, jako swojego unikalnego miejsca do przekazywania mych myśli oraz twórczości.
Może powinienem zacząć w ogóle, że wcale nie uważam, bym posiadał do tego dar?
Po co to wszystko, skoro nie do końca jestem przekonany o swoich zdolnościach?
Do wytłumaczenia tej kwestii, cofnę się w czasie.

Mimo, że do dziś gubię się w przeliterowaniu alfabetu to już w szóstym roku życia, spisywałem swoje pierwsze słowa na kartkę.

Uważam, że to w głównej mierze zasługa gazetki "Promyczek".
Pani z opieki (Domu Pomocy Społecznej), uważana przeze mnie za "nawiedzoną katoliczkę", przynosiła mi każde wydanie i tak mając zajęcie na długie godziny, mogłem rysować, nauczyć się czytać modlitwy i tym podobne.
Pewnego dnia w nocy, gdy matka nie wpuściła mnie do domu na noc i poszedłem na strych kamienicy z zamiarem samobójstwa, jedna myśl odmieniła moje życie.
"Zostawię coś po sobie."
Tworzony list pożegnalny sprawił, że poczułem prawdziwą akceptację.
Jeśli słowa potrafią zrozumieć moje uczucia w każdej formie to będę z nimi szczery do bólu, ponieważ:
"URATOWAŁY MI ŻYCIE!!!"
Panicznie bałem się ciemności od tamtego zdarzenia na strychu.
Nie potrafiłem opanować myśli, które jedyne, co przynosiły to czarne scenariusze, drgawki i chodź to dziwnie zabrzmi to dopiero w wieku dziewiętnastu lat w jakimś stopniu udało mi się to opanować.
Zacząłem pisać codziennie, czy to w wizycie u matki, czy w domu ojca i wszędzie, gdzie miałem okazję.
W pewnym stopniu dzieliłem utwory na dwie kategorię:
"Chciałbym doświadczyć."
"Doświadczyłem."
Pierwsze były czymś w rodzaju dziwnego przesłania na temat osoby, która znajduję się teraz w takiej sytuacji, a ja patrzę na to z zazdrością, chcąc identycznie to przeżyć, ponieważ wiem, że to mogłoby wzbogacić moje uczucia.
Konkretny przykład:
"Idzie dziecko, trzymając swoich rodziców za ręce."
Drugie były ukrytymi uczuciami i tylko te spisane słowa, znały moje największe tajemnice.
W szkole podstawowej już od pierwszej klasy, czytałem jedne z nich wychowawczyni, która zareagowała, że znajdzie dla mnie konkurs literacki, jednak nigdy do tego nie doszło.
Czytałem również kolegom i nawet starałem się zachęcić, by też tworzyli, ale inspirowały ich inne zajęcia.
Pamiętam, gdy raz czytałem przyjacielowi swój wiersz w domu ojca to siostra widząc te zdarzenie powiedziała:
- Nie każdego musi interesować to co piszesz.
(W każdym razie, coś w tym stylu.)
Miałem słabość do bajki "Brzydkie kaczątko".
Nienawidzę do dziś czytać książek, ale w podstawówce wpadła mi jedna w ręce.
"Lew, czarownica i stara szafa"
Nie pamiętam, czy przeczytałem całą, bo w sumie zwykle najciekawszą informacją było, jak się zaczyna i kończy, ale wróciłem do szkolnej biblioteki i wypożyczyłem kolejną.
"Harry Potter i Kamień Filozoficzny"
Przeczytałem całą, głęboko zainspirowany stylem, który pozwolił mi wyobrazić sobie to, co czytałem.
J. K. Rowling nie tylko stała się od tamtego moją ulubioną pisarką, ale również pozwoliła mi głębiej poznać siebie i w jakim kierunku kierować własne słowa.
Tak.
Zacząłem pisać powieści, opowiadania, oprócz wierszy i moje przeżycia nabrały barw w postaci dokładnych opisów.
Nie mogę stwierdzić, czy były dobre, czy złe.
Nie mi oceniać, ale siostra w podstawówce wspomniała o tym.
"Gdybyś się tak uczył, jak to co piszesz"
I tak było do piętnastego roku życia, aż nie poznałem rapu, elementu Hip-Hop`u.
Skoro inni potrafią?
To ja również zamienię swoje w tym wypadku wiersze na rymowane opowieści.
Czułem się, jakbym od nowa uczył się pisać.
Przybrałem ksywę "Joker", później "Joker-Elsi", aż w końcu "ELSI".
Skąd się wzięła ta ksywka.
Nie będę bardziej pogrążać, jak wielkie problemy miałem z adaptacją w szkole i w ogóle.
W klasie na jednej z przerw ktoś chciał napisać na tablicy "Elsner to ...", ale akurat przyszła nauczycielka i zostało samo "Els".
Wstał kumpel, który ze mną siedział w ławce i dopisał "i".
Tak powstała moja ksywka, która jest dla mnie wszystkim, chodź miałem ich wcześniej całkiem sporo.
Nagrałem kilka utworów, aż chcąc zarobić na pierwszy mikrofon, poszedłem po gimnazjum do zawodówki, jako cukiernik.
Mając praktyki za które dostawałem ponad sto złotych miesięcznie, pozwoliłem sobie na taki zakup za 90 zł w Media-Markt.
Mikrofon był z firmy "Hama".
Zrobiłem pierwszą płytę od tyłu.
Najpierw musiałem mieć okładkę płyty wykonaną przez Kasię Suchowską.
Nagle napisałem pierwszy tekst. Po jakimś czasie stwierdziłem ok, można to nagrać, jednak nie miałem zwykle za dużo czasu, ponieważ przedwzmacniacz był pożyczony codziennie na bardzo krótko. Każdy napisany tekst musiałem na szybko nagrać i płyta "Rzeczywistość" powstała w dwa tygodnie.
Kilka dni później zobaczyłem jeden z utworów tej płyty na stronie "Muzzo" wraz z kilkoma innymi wykonawcami, a twórcą zakładki był Caban, który do mnie napisał w celu nagrania wspólnego utworu.
Po ugadaniu się na gadu-gadu, spotkaliśmy się w Chropaczowie i ustaliliśmy, żeby nagrać wspólny utwór, który miał nosić nazwę "Dwa Oblicza".
Po pierwszej nagrywce nie dowierzaliśmy, że wyszło to, aż tak dobrze i efektem tego było utworzenie składu pod nazwą "Dwa Oblicza", a pierwszy utwór nosił nazwę "Rzeczywista Władza".
W sumie rok działalności w podziemiu i osiem nagranych utworów z EP pod nazwą "Pierwsza Część".
Był to najlepszy okres, jaki doświadczyłem.
Po roku rozwiązałem skład i każdy z nas poszedł w swoją stronę.
Tutaj przedstawiam niektóre z nagranych moich zwrotek z pierwszej płyty oraz z składu:


Pół roku dochodziłem do siebie po rozwiązaniu składu, dopóki nie stwierdziłem:
Ok. Mam pomysł i konkretny cel w swoim przekazie, ale czy to jest właściwa ścieżka?
Postanowiłem iść z tym pytaniem do "MUST BE THE MUSIC"
W sumie zawsze byłem przeciwny tego typu programom, jeśli występują tam prawdziwi i w ogóle.
Rap jest dla podziemia, ale jakoś miałem swoje powody, by naruszyć tą zasadę, skoro dostrzegłem ile prawdziwości w prawdzie, między kawałkami raperów, a ich życiem.
Musiałem mieć swoje zasady i nikt za mnie niczego nie przeżyje.


Co się działo po MBTM?
Pracowałem nad płytą i tak pracowałem, że niedończyłem liceum, chodź zdałbym bez problemu.
Poszedłem pół roku później do pierwszej pracy i marzyłem, że jeszcze kiedyś coś nagram, ale musi to być naprawdę dobre.
Tak dobre, że mi szczena opadnie!!!
Kupowałem sprzęt do tworzenia własnych podkładów i szlifowałem w tym umiejętności, ale po pewnym czasie i w tym, jak i w pisaniu, czy też rapowaniu chciałem być najlepszy i na koniec powiem, że cztery lata później dopiero poszedłem do studia.
Minął może miesiąc od tamtego czasu i piszę teraz ten post.
Wcale nie udało mi się w żadnym stopniu osiągnąć tego, co sobie założyłem, ale geneza założenia tej strony jest całkiem inna, a może nie konkretnie tylko na rapie będzie się opierać.
Nie zdradzę wszystkich szczegółów od razu, bo to byłoby bez sensu.
Moja historia tutaj to naprawdę jeden wielki skrót, ale myślę, że w miarę przystępny.
Pewnie będę poruszał wiele zdarzeń, które działy się w przeszłości i miały wpływ na przyszłość.
Małe metamorfozy od MBTM, będą przedstawiane w następnych postach.
Ok...

No i chyba tyle, żeby za dużo nie pisać na koniec powiem:

"Dziękuję ci za przeczytanie tego posta i liczę, że wkrótce czymś cię zaskoczę"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz